Jak zarządzać zespołem, czyli czego nie rozumieją Janusze biznesu ?
11 lutego 2026 Dominika Maciejak udostępnij
Zarządzanie zespołem
Ostatnio rozmawiałam z młodą pracowniczką – dziewczyną tuż przed trzydziestką. Świetnie wykształcona. Świadoma swojego potencjału. Oddana obowiązkom. Zmieniła pracę niecały rok temu w firmie usługowej. Co mnie uderzyło, to już rozgląda się za czymś nowym. Byłam ciekawa dlaczego i w sumie jej odpowiedź mnie nie zaskoczyła. Okazało się, że nie dlatego, że koordynacja projektów marketingowych jej nie odpowiada. Barierą jest szef – człowiek, który nie wzbudził jej szacunku. Traktuje pracowników jak środki trwałe. Nie różnią się dla niego za bardzo od wyposażenia swojego biura.
Dziewczyna mogłaby oddać serce tej firmie. Naprawdę. Chce być traktowana sprawiedliwie. Chce znać cel swojej pracy. Chce czuć się doceniona. Zamiast tego dostaje polecenia, których sensu nie rozumie. Nie widzi wartości firmy w działaniu – widzi wyzysk pracowników i przycinanie na klientach. Co do oceny jej pracy? Zero feedbacku.
Facet jest przysłowiowym „Januszem biznesu”.
To nie jednostkowy przypadek. To symptom czegoś większego – starcia dwóch światów zarządzania. Jeśli prowadzisz firmę i zastanawiasz się jak zarządzać zespołem, musisz wiedzieć, po której stronie stoisz. Świat się zmienił. Twoje zarządzanie musi się zmienić razem z nim.
Dlaczego stary model zarządzania przestał działać (i kto na tym żerował)
Starsze pokolenia – te 45, 50, 55+ – pamiętają jeszcze kulturę „zapieprzu”. Umowa na minimalne wynagrodzenie. Nadgodziny bez rekompensaty. Praca po kilkanaście godzin dziennie. „Żeby się pokazać”. „Dla doświadczenia”. „Bo taki jest świat pracy”.
Dlaczego ludzie to znosili? Ze strachu przed zwolnieniem i tym, co szef powie.
Firmy długo na tym żerowały. Mechanizm był prosty – strach plus autorytet szefa jako narzędzie zarządzania. „Bo jestem twoim szefem” zamykało każdą dyskusję. Ludzie tolerowali nadgodziny, niejasne cele, brak feedbacku, czasem nawet upokorzenia.
Wszystko działało, dopóki wszyscy grali według tych samych zasad.
Tymczasem na rynek pracy weszło pokolenie Z. I nagle okazało się, że „Bo tak” to nie argument. „Jestem twoim szefem” nie buduje szacunku. A strach przed zwolnieniem? Przestał paraliżować.
Pracowniczka sezonowa w barze szybkiej obsługi na telefon od szefa poza godzinami pracy i stwierdzenia w stylu: „Masz przyjść. Na już”.
Pyta: „Dlaczego?”
Gdy słyszy: „Bo tak. Bo jestem twoim szefem.”
Asertywnie odmawia i mówi, że nie ma obowiązku reagowania na takie prośby. Szczególnie tym tonem. Szczególnie kiedy szef nie wypłaca nadgodzin.
Szef zostaje z tym „fantem”, dziwi się i wiesza psy na pracownikach.
A młodzi po prostu nie chcą grać w tę grę. Nie dlatego, że są roszczeniowi, dlatego, że wiedzą, iż mogą wybrać inaczej. Firma, która ich szanuje, też gdzieś istnieje. I idą tam. A firmy, które przez lata bazowały na strachu i hierarchii, nie mają pomysłu, jak zarządzać inaczej, mają problem.
Cztery symptomy „Janusza biznesu” – sprawdź, czy nie jesteś jednym z nich
Jeśli tracisz ludzi szybciej, niż ich rekrutujesz – problem może nie tkwić w „roszczeniowych młodych”. Sprawdź czy nie zarządzasz jak Janusz. Czytaj uważnie. I bądź ze sobą szczery.
Symptom 1: Wydajesz polecenia bez wyjaśniania sensu
Pomyśl o takiej rozmowie z młodym pracownikiem:
-Przygotuj raport o kampaniach z Q4.
-Do czego będzie służył? Jakie decyzje podejmiemy na jego podstawie?
Milczenie. Ty myślisz: „Oni mają wykonywać, nie pytać. Jak zapłacę, to mogę wymagać”.
Oni czują: „Robię coś bezsensownego. Jestem trybikiem w maszynie. Nikt nie traktuje mojej pracy poważnie”.
Efekt? Utrata motywacji. Poczucie braku wartości. I w końcu – odejście.
Młodzi ludzie nie chcą być trybami. Chcą rozumieć, jak ich praca wpływa na całość. Chcą czuć, że robią coś, co ma znaczenie. I uwaga, nie zawsze powiedzą to głośno. Kiedy ty im mówisz tylko „zrób”, nie „dlaczego” powstaje między wami dystans, z którego możesz sobie nie zdawać sprawy.
Symptom 2: Nie dajesz feedbacku (albo dajesz tylko negatywny)
Pamiętam go ze szkolenia. Pracownik, który cierpiał na „tumiwisizm”. Po krótkiej rozmowie okazało się, że od szefa otrzymywał zero informacji zwrotnej. Ani dobrej, ani złej. Jego szef prawdopodobnie myślał: „Jak nic nie mówię, to znaczy, że dobrze. Przecież gdyby było źle, to bym powiedział”. Tymczasem pracownik czuje się zagubiony. Nie wie, czy dobrze pracuje, co o tym sądzisz, czy jest wartościowy dla tej firmy?
Pracownicy, i nie tylko młodzi, potrzebują wiedzy i informacji zwrotnej, żeby się rozwijać. Cisza nie jest potwierdzeniem, że wszystko dobrze. Cisza jest niewidzialnością. A nikt nie chce się tak czuć.
Albo druga skrajność, czyli stosujesz feedback tylko, gdy coś jest źle. Wtedy się odzywasz. Wtedy masz czas na rozmowę. Efekt? Kultura strachu. Ludzie uczą się, że szef = kłopoty. Więc unikają kontaktu. Robią minimum, żeby przetrwać. I szukają drogi do… ewakuacji.
Symptom 3: Budujesz firmę na wyzysku pracowników i klientów
Nadgodziny bez rekompensaty. Obiecane premie, które nie przychodzą, albo są wyliczane w tajemny sposób. Pewien szef wyliczał tzw. przerób i od niego zależała premia pracowników. Bardzo mało czytelne wyliczenia i odpychanie niewygodnych tematów doprowadziły do tego, że zwolniło się 90% działu handlowego w przeddzień jego urlopu. To nie były udane wakacje.
Jest jeszcze druga strona medalu – przycinanie na klientach. Produkty niższej jakości niż obiecane. Nieuczciwość w komunikacji. Sprzedaż mimo braku potrzeb po stronie klienta, bo „trzeba zrobić plan”. Ty myślisz: „Trzeba zarabiać. Biznes to biznes”. Pracownicy: „Wstydzę się tego, co robię. To nie jest firma, w której chcę być. Oszukujemy ludzi. I ja jestem częścią tego oszustwa”.
To nie jest już tylko „źle mnie traktują”. To jest bunt moralny.
Ludzie nie chcą pracować w miejscach, z którymi się nie identyfikują, lub się ich wręcz wstydzą. Chcą czuć dumę mówiąc o swoim zajęciu.
Symptom 4: Myślisz, że autorytet = tytuł na wizytówce
„Bo jestem twoim szefem.”
To twój główny argument. Karta przetargowa. Jedyne, co możesz powiedzieć, kiedy ktoś pyta „dlaczego?”.
Ty myślisz: „Skoro płacę, to mogę wymagać. Hierarchia jest hierarchią”. Oni czują: „Nie szanuję cię jako człowieka. Na szacunek się zasługuje, nie wymusza się go. A ty mi nic nie dałeś poza tytułem na wizytówce”.
Młodzi rozumieją struktury. Rozumieją, że ktoś jest szefem. Ale autorytet to nie to samo co pozycja. Autorytet trzeba wypracować – kompetencją, uczciwością, wsparciem, konsekwencją. Gdy twój jedyny argument to „jestem twoim szefem” – już przegrałeś. Bo oni słyszą „nie mam nic mądrzejszego do powiedzenia”.
Efekt? Zero lojalności. Inny pracodawca z lepszą kulturą – i odchodzą bez żalu.
Odpowiedz sobie szczerze:
- Kiedy ostatnio wyjaśniłeś komuś z zespołu, dlaczego dane zadanie jest ważne?
- Czy potrafisz wymienić trzy rzeczy, które każdy z twoich pracowników robi naprawdę dobrze?
- Czy twoi ludzie wiedzą, co myślisz o ich pracy, czy tylko zgadują?
- Gdyby ktoś zapytał twoich pracowników „po co robicie to, co robicie” czy potrafiliby odpowiedzieć?
- Czy kiedykolwiek zapytałeś zespół „co mogę zmienić, żebyście pracowali wam się lepiej”?
Jeśli rozpoznajesz w sobie choć jeden symptom, warto się zastanowić nad tym podejściem i wziąć pod uwagę ryzyko niskiej satysfakcji i co za tym idzie, lojalności ludzi.
Kto z tym zostaje? Dlaczego starsi pracownicy też mają dość?
Młody pracownik mówi „Nie chcę pracować w takim trybie” i odchodzi. Szef i starsi pracownicy zostają z tym „fantem”. Zadania, których nie chce się robić. Nadgodziny, których nikt nie chce brać. Presja, której nikt nie chce dźwigać.
I wtedy starsi pracownicy mówią: „Dlaczego mam robić za tych młodszych?”. Budzi się opór.
To nie tylko kwestia pokolenia, to po prostu podejście fair play. Dopóki wszyscy cierpieli jednakowo, dało się to znieść. Wszyscy harowali po kilkanaście godzin. Wszyscy się dokładali. Wszyscy słyszeli „bo jestem twoim szefem”. Ale kiedy ktoś powiedział „dość” i odszedł – pozostali zaczynają się zastanawiać: „Czemu ja to znoszę?”. „Dlaczego ona może odmówić, a ja nie?”. „Ile jeszcze lat mam tak ciągnąć?”.
I ta pierwsza fala odejść uruchamia drugą. Starsi pracownicy, którzy przez lata byli „solidni”, „można na nich liczyć”, „kręgosłup firmy” – zaczynają się wypalać. A docenienie? Nadal zero.
Tracisz nie tylko młode talenty, ale też doświadczonych ludzi, którzy trzymali firmę na swoich barkach. Zostaje struktura bez energii. Bez ludzi, którzy wkładali w pracę wiele serca.
Stary model zarządzania nie tylko nie przyciąga młodych. Odpycha wszystkich. Bo nikt, niezależnie od wieku, nie chce być traktowany jak środek trwały.
Jak zarządzać zespołem? Fundamenty, które działają
Dobra wiadomość? Da się z tą sytuacją uporać. Oto, co musisz zmienić:
Fundament 1: Wyjaśniaj SENS każdego zadania
Nie wydawaj polecenia bez kontekstu.
Zamiast: „Zrób proszę raport X”.
Powiedz: „Proszę, zrób raport X, bo potrzebujemy danych do decyzji o nowym produkcie. Sprawdzisz trendy z ostatniego roku i porównasz je z konkurencją – to pokaże nam, czy rynek jest gotowy na to, co planujemy”.
Widzisz różnicę?
W pierwszej wersji – człowiek robi raport, bo szef kazał. Nie wie po co. Nie wie, jak to się ma do całości. Czuje się jak trybik.
W drugiej wersji – człowiek rozumie, że jego praca ma znaczenie. Że od jego dokładności zależy realna decyzja biznesowa. Że jest częścią czegoś większego.
Ludzie chcą rozumieć, jak ich praca wpływa na całość. Chcą wiedzieć, że to, co robią, ma znaczenie. I gdy znają sens, zaczynają myśleć. Sami zgłaszają lepsze pomysły. Widzą skróty, których ty byś nie zauważył. Ostrzegają przed błędami, zanim się wydarzą. Bo przestają być wykonawcami. Stają się współtwórcami.
Przeczytaj więcej o tym, jak zarządzać Zetkami.
Fundament 2: Dawaj feedback – regularnie i konkretnie
Feedback nie jest nagrodą za dobre wyniki. To narzędzie rozwoju. Regularna krótka rozmowa jeden na jeden. 15-30 minut. Wystarczy.
Trzy pytania, które zawsze warto zadać:
- „Co poszło ci dobrze w tym tygodniu?” – niech sam zauważy swoje sukcesy. Ludzie często je bagatelizują. Pomóż im zobaczyć wartość tego, co zrobili.
- „Co było trudne? Gdzie się zatrzymałeś?” – nie chodzi o krytykę. Chodzi o to, żeby usłyszeć, gdzie potrzebują wsparcia. Gdzie proces jest wadliwy.
- „Nad czym pracujemy w następnym tygodniu?” – wspólne ustalenie priorytetów. Nie „powiedz, co masz robić”, ale „ustalmy razem, co jest najważniejsze”.
Feedback pozytywny? Konkretny. Nie „Dobra robota”, ale „Świetnie poprowadziłaś prezentację – szczególnie moment, gdy odpowiedziałaś na trudne pytanie klienta o wdrożenie. Widziałem, że zyskałaś jego zaufanie”.
Feedback rozwojowy? Konstruktywny, z przykładami, z propozycją rozwiązania. Nie „Źle to zrobiłeś”, ale „W tym miejscu zabrakło danych o konkurencji – następnym razem dodaj tę sekcję, to wzmocni twój argument”.
Czego unikać? Feedbacku tylko gdy coś jest źle. To buduje kulturę strachu. Ludzie zaczynają myśleć: „Szef dzwoni = kłopoty”.
Regularny feedback – dobry i rozwojowy – pokazuje, że ich widzisz. Że ich praca ma znaczenie.
Fundament 3: Traktuj ludzi jak partnerów, nie jak zasoby
Szacunek to nie przywilej. To podstawa.
Zamiast mówić: „Musicie zostać dłużej, bo mamy deadline”.
Powiedz: „Mamy problem z deadlinem. Co możemy zrobić? Kto może zostać? Jak wam to zrekompensować? A może da się podzielić pracę inaczej, żeby nikt nie musiał być do nocy?”.
Widzisz różnicę?
W pierwszej wersji – wydajesz rozkaz. Oni są zasobami, które wykorzystujesz. W drugiej wersji – prosisz o pomoc. Włączasz ich w rozwiązanie problemu. Szukasz rozwiązania razem z nimi, nie kosztem ich.
Konkretne działania:
Pytaj o zdanie zamiast tylko wydawać polecenia. „Co myślisz o tym pomyśle?”, „Jak byś to zrobił?”, „Widzisz jakieś zagrożenia?”.
Włączaj zespół w decyzje – przynajmniej te, które ich dotyczą. Jeśli chcesz zmienić jakiś proces, zapytaj co myślą. Często mają lepsze pomysły niż ty. Słuchaj pomysłów, nawet jeśli nie wszystkie wdrożysz. Daj feedback, dlaczego tak, albo dlaczego nie. Pokaż, że ich głos ma znaczenie.
Doceniaj wkład publicznie wysyłając mail do zespołu, przygotowując podziękowanie na spotkaniu. „Dzięki Ani projekt wyszedł świetnie – jej pomysł z kampanią na social media przyniósł nam 40% więcej zapytań”. Konkretnie. Z uwzględnieniem realnego wkładu konkretnych osób. Z efektem.
Ludzie dają z siebie więcej, gdy czują się partnerami, nie podwładnymi. Zaangażowany zespół pracuje lepiej, szybciej, mądrzej. Ty zyskujesz współtwórców, nie wykonawców.
Fundament 4: Buduj kulturę uczciwości – wobec zespołu i klientów
Nie możesz zbudować lojalnego zespołu, jeśli firma bazuje na wyzysku. To się nie uda. Płać za nadgodziny. Albo nie wymagaj ich wcale. Jeśli ktoś zostaje dłużej – zrekompensuj. Czasem, pieniędzmi, dniem wolnym. Ale nie bierz tego za oczywistość.
Dotrzymuj obietnic. Premie, awanse, warunki pracy – jeśli obiecałeś, zrealizuj. A jeśli się nie da, powiedz wprost i wyjaśnij dlaczego. Ludzie rozumieją trudności biznesowe. Nie rozumieją kłamstwa. Nie buduj biznesu na oszukiwaniu klientów. Pracownicy to widzą. Słyszą, jak rozmawiasz z klientem. Widzą, co deklarujesz, a co realnie dajesz.
Inwestuj w zespół. Narzędzia, szkolenia, komfort pracy. To nie są koszty – to jest inwestycja. Ludzie, którzy mają dobre warunki, robią lepszą robotę. I zostają dłużej.
Młodzi (i nie tylko młodzi) chcą pracować w firmach, którymi mogą się pochwalić. Chcą z dumą opowiadać znajomym „Pracuję w X i to jest świetne miejsce pracy.”
A jak czują dumę – stają się twoimi najlepszymi ambasadorami marki. Polecają cię klientom. Przyciągają talenty. Bronią cię, gdy ktoś atakuje.
To się zwraca. Wielokrotnie.
Fundament 5: Pamiętaj, że autorytet trzeba zasłużyć
Autorytet i zaufanie budujesz czterema rzeczami:
Kompetencją – wiesz, co robisz. Rozumiesz biznes. Podejmujesz dobre decyzje. Ludzie widzą, że masz wiedzę i umiejętności. I chcą się od ciebie uczyć.
Spójnością – robisz to, co mówisz. Jeśli mówisz „u nas wszyscy pracują fair”, to ty też pracujesz fair. Nie ma zasad dla innych i zasad dla szefa. Jesteś przykładem tego, czego wymagasz.
Uczciwością – przyznajesz się do błędów. „Źle oceniłem sytuację, przepraszam”. „Popełniłem błąd, naprawiamy to razem”. To nie jest słabość – to jest siła. Ludzie szanują tych, którzy potrafią powiedzieć „nie wiem” albo „pomyliłem się”.
Wsparciem – pomagasz zespołowi wygrywać, nie tylko kontrolujesz. Dbasz, żeby mieli to, czego potrzebują. Usuwasz przeszkody. Bronisz ich, gdy ktoś z zewnątrz atakuje. Celebrujesz ich sukcesy.
Kontrast jest prosty:
Szef wydaje polecenia. Lider pokazuje drogę.
Szef mówi „zróbcie to”. Lider mówi „zróbmy to razem”.
Szef kontroluje. Lider wspiera.
Ludzie za liderem idą. Z szefem – pracują, dopóki muszą.
To nie są rewolucyjne pomysły. To jest przyzwoite zarządzanie.
Od czego zacząć jutro? Jeden krok, który zmienia zarządzanie zespołem
Jeśli czytasz to i czujesz dyskomfort – dobrze. To znaczy, że widzisz problem. Teraz pytanie: co z tym zrobisz?
Zacznij od rozmowy. Jednej rozmowy.
Krok 1: Wybierz jedną osobę z zespołu
Najlepiej kogoś, kto ostatnio wydawał się zdemotywowany lub zniechęcony. Albo kogoś, kto jest nowy i może potrzebuje więcej wsparcia. Kogokolwiek – byle był to krok do przodu.
Krok 2: Zaproś na 30-minutową rozmowę
Nie na spotkaniu zespołowym. Sam na sam. W spokojnym miejscu. Bez pośpiechu.
Powiedz: „Chciałbym z tobą porozmawiać o tym, jak ci się pracuje. Zależy mi, żeby było lepiej. Masz pół godziny w czwartek po południu?”.
Krok 3: Zadaj trzy pytania – i naprawdę słuchaj odpowiedzi
„Co sprawia ci największą frustrację w codziennej pracy?”.
„Czego potrzebujesz ode mnie, żeby robić swoją pracę lepiej?”.
„Gdybyś mogła/mógł zmienić jedną rzecz w firmie – co by to było?”.
I teraz uwaga – nie broń się, nie tłumacz, nie usprawiedliwiaj. Po prostu słuchaj i zapisuj.
Będziesz chciał powiedzieć „Ale to dlatego, że…”. Nie mów. Zanotuj. Pokiwaj głową. Podziękuj za szczerość.
Krok 4: Wybierz JEDNĄ rzecz z listy
Najłatwiejszą do wdrożenia. Coś, co możesz zrobić w ciągu tygodnia.
Niekoniecznie największy problem – ale coś, co pokażesz, że słuchasz.
Krok 5: Zrób to w ciągu tygodnia
Nie za miesiąc. Nie „jak będzie czas”. W ciągu tygodnia.
Krok 6: Wróć do tej osoby
„Słyszałem to, co powiedziałaś. Zrobiłem X. Jakie masz obserwacje na temat naszej współpracy?
Dlaczego to działa? Pokazujesz, że słuchasz. Pokazujesz, że ci zależy. Pokazujesz, że potrafisz się zmienić. I uruchamiasz efekt domina.
Jedna osoba widzi zmianę. Opowiada innym. Buduje się zaufanie. Następne rozmowy są łatwiejsze. Zmienia się kultura.
Ale – i to jest ważne – jeśli zapytasz, ale nic nie zmienisz, będzie gorzej niż nie pytać wcale.
Różnice, które musisz znać – jak zarządzać w punkcie stacjonarnym, e-commerce i omnichannel
Fundamenty są uniwersalne – sens, feedback, szacunek, uczciwość, zasłużony autorytet.
Ale szczegóły się różnią, w zależności od tego, gdzie pracuje twój zespół.
Placówka stacjonarna – zarządzanie zespołem na sali sprzedaży
Specyfika: Codziennie widać się twarzą w twarz. Praca zmianowa. Bezpośredni kontakt z klientem. Energia zespołu wpływa na to, jak klienci odbierają sklep.
Wyzwanie: Jak dawać feedback na bieżąco, ale nie krytykować przy klientach? Jak budować motywację, gdy każdy dzień wygląda podobnie?
Co robić:
Codzienne 5-minutowe odprawy na początku zmiany. Co dziś ważne? Jakie cele? Co udało się wczoraj? Krótko, konkretnie, energetyzująco.
Feedback na gorąco – zaraz po sytuacji, nie tydzień później. Klient wyszedł zadowolony? Od razu powiedz „Świetnie poprowadziłaś tę rozmowę”. Coś poszło źle? Poczekaj, aż klient wyjdzie, weź osobę na bok, powiedz spokojnie „To można było zrobić inaczej – porozmawiajmy po zmianie”.
Celebruj małe sukcesy publicznie. Świetna obsługa klienta? Pochwała przy zespole. „Dzięki Piotrowi dziś sprzedaliśmy komplet – pokazał klientowi alternatywę, której nie brał pod uwagę”. Konkretnie i na gorąco.
Czego unikać:
Krytyki przy klientach. To upokarzające i niszczy autorytet pracownika.
Zarządzania „z biura” bez kontaktu z salą sprzedaży. Jeśli nie widzisz, co się dzieje w sklepie – nie rozumiesz problemów zespołu.
E-commerce – zarządzanie zespołem „na odległość”
Specyfika: Praca zdalna lub hybrydowa. Brak codziennego kontaktu. Asynchroniczna komunikacja. Granica między pracą a domem jest rozmyta.
Wyzwanie: Jak budować relacje bez fizycznej obecności? Jak unikać mikromanagementu? Jak chronić ludzi przed wypaleniem?
Co robić:
Zaplanowane cotygodniowe rozmowy jeden na jeden. Spotkanie online, nie tylko chat. 20-30 minut. To twój główny punkt kontaktu.
Jasne cele i KPI. Żeby każdy wiedział, czy dobrze robi. Nie kontrolujesz czasu spędzonego przy komputerze – mierzysz efekty.
Kultura transparentności. Dostęp do informacji. Jasna komunikacja zmian. „Wprowadzamy nowy proces, oto dlaczego, oto jak będzie wyglądał, oto co musicie wiedzieć”.
Respektuj granice dostępności czasowej. Nie pisz o 22:00. Nie wymagaj odpowiedzi w weekend. Daj ludziom prawo do offline.
Czego unikać:
Mikromanagementu. Kontroli każdego kroku. „Gdzie jesteś o 14:37?”. To niszczy zaufanie i pokazuje, że nie wierzysz w zespół.
Braku struktury. Chaos w komunikacji – raz Slack, raz mail, raz telefon. Brak jasnych zasad, kto za co odpowiada.
Omnichannel – zarządzanie zespołem „w wielu światach”
Specyfika: Część zespołu w sklepach, część online, część w magazynach. Wszyscy muszą grać razem. Ale pracują w różnych rzeczywistościach.
Wyzwanie: Jak zachować spójność standardów? Jak unikać podziału na „my vs. oni” między kanałami?
Co robić:
Wspólne spotkania – online i stacjonarni razem. Żeby wszyscy wiedzieli, nad czym pracują inni. Żeby rozumieli swój wkład w całość.
Jedna kultura feedbacku dla wszystkich. Nie różne standardy. Nie „w sklepie można luźniej, a online na ostro”. Wszyscy według tych samych zasad.
Czego unikać:
Faworyzowania jednego kanału. „E-commerce to przyszłość, sklepy to przeżytek”. Albo odwrotnie. To tworzy „lepszych i gorszych” w zespole.
Tworzenia silosów. „My w sklepie” vs. „oni z online”. To zabija współpracę i powoduje, że ludzie nie widzą wspólnego celu.
Niezależnie od kanału – fundamenty są te same.
Ludzie chcą rozumieć sens. Dostawać feedback. Być szanowani. Zmienia się tylko sposób realizacji.
Co się stanie, jeśli nic nie zmienisz?
Może myślisz „To przesada. Moi ludzie nie odejdą”. Albo „Znajdę innych”.
Sprawdźmy to.
Scenariusz 1: Rotacja, która zabija firmę
Rekrutacja kosztuje. Ogłoszenia, rozmowy, czas HR, onboarding nowej osoby. A potem jeszcze miesiące, zanim nowy pracownik zacznie działać na pełnych obrotach. Każdy odchodzący zabiera wiedzę. O procesach, klientach, specifice firmy. O tym, jak tu naprawdę działa, kogo zapytać, gdzie są ukryte pułapki. To wiedza, której nie da się zapisać w procedurze.
Efekt domina: Najlepsi odchodzą pierwsi. Mają wybór, więc wybierają. Zostają najsłabsi – ci, którzy nie mogą odejść, bo nie mają alternatywy. Poziom usług spada. Klienci to czują. I zaczynają uciekać.
Tracisz ludzi, tracisz wiedzę, tracisz klientów. Ile to kosztuje? Policz. Naprawdę policz. Wg serwisu Money.pl odejście z pracy nowej osoby po trzymiesięcznym okresie próbnym to przeciętny w gospodarce koszt aż 91 896 zł – wyliczyli eksperci Sedlak & Sedlak i PWC. Na wdrożenie kolejnego pracownika potrzeba następnych 9 miesięcy.
Scenariusz 2: Zostają tylko ci, którzy nie mają wyboru
Kim są ci, którzy zostają w toksycznej kulturze? Ludzie tuż przed emeryturą – „jeszcze 5 lat, wytrzymam”. Bez kwalifikacji do zmiany pracy – „nikt inny mnie nie weźmie”. Bez motywacji – „i tak wszędzie jest tak samo”. Co robią? Minimum, żeby nie zostać zwolnionym. Zero inicjatywy. Zero zaangażowania. Zero innowacji. Robią to, co kazałeś, i ani kroku więcej.
Efekt? Firma stoi w miejscu. Konkurencja cię wyprzedza. Rynek się zmienia, a ty nie nadążasz. Bo twój zespół nie ma energii ani chęci, żeby cokolwiek zmieniać.
Scenariusz 3: Starsi pracownicy też odchodzą
„Dlaczego mam robić za młodszych?”. Frustracja rośnie. Wypalenie przychodzi. I nagle odkrywasz, że tracisz ludzi, na których „zawsze mogłeś liczyć”. Tracisz doświadczenie i młode talenty jednocześnie.
Możesz myśleć, że to „młodzi są roszczeniowi”. Ale prawda jest taka – rynek się zmienił. Albo się zmienisz ty, albo zniknie twoja firma.
Jak zarządzać zespołem, żeby ludzie zostawali – podsumowanie
Świetni ludzie odchodzą. Nie dlatego, że praca im nie odpowiada. Dlatego, że ty im nie odpowiadasz jako szef.
Stary model zarządzania – strach plus hierarchia – przestał działać. Młodzi nie tolerują „Januszów biznesu”. I mają rację. Bo nikt nie powinien tolerować bycia traktowanym jak środek trwały. Starsi też mają dość. Tylko wolniej to pokazują. Ale efekt jest ten sam – odchodzą. A ty zostajesz z fantem. Fundamenty dobrego zarządzania to nie magia:
- Wyjaśniaj sens każdego zadania. Ludzie chcą rozumieć, po co to robią.
- Dawaj feedback regularnie i konkretnie. Chcą wiedzieć, czy dobrze idzie.
- Traktuj ludzi jak partnerów, nie jak zasoby. Szacunek to podstawa.
- Buduj kulturę uczciwości wobec zespołu i klientów. Nie możesz oszukiwać jednych i oczekiwać lojalności drugich.
- Pamiętaj, że autorytet trzeba zasłużyć. „Bo jestem szefem” to nie argument.
- Zmianę zaczynasz od jednej rozmowy. Jutro rano. Jedna osoba, trzy pytania, jedno działanie.
Jeśli tego nie zrobisz – za rok będziesz szukać ludzi do zespołu, który uciekł.
Pytania, które warto sobie zadać od ręki:
- Czy twoi ludzie wiedzą, po co robią to, co robią?
- Kiedy ostatnio dostali od ciebie informację zwrotną – pozytywną i rozwojową?
- Czy traktujesz ich jak partnerów, czy jak podwładnych?
- Czy możesz spojrzeć im w oczy i powiedzieć, że firma jest uczciwa – wobec nich i wobec klientów?
- Czy twój autorytet opiera się na tytule, czy na szacunku, który zdobyłeś?
Zarządzanie zespołem w 2026 roku to świadomy wybór. Traktujesz ludzi jak środki trwałe albo jak partnerów. Pierwsza opcja daje ci rotację i frustrację. Druga – zespół, który zostaje i buduje coś wspólnie z tobą.
Jestem ciekawa, którą wybierzesz.


